Dodatki na bloga
RSS
poniedziałek, 24 lipca 2017

Byłam na granicy sięgnięcia po małe białe tableteczki, które zawsze są w pogotowiu. Ale tak żal mi było tych dwu kilogramów które zrzuciłam nie jedząc chleba od trzech tygodni. Opornie to idzie ale idzie. A po antydepresantach zaraz byłoby na plusie. Nie daję rady z pracowymi problemami. To jakieś spektrum autyzmu chyba, bo boję się zmian. Dostaję histerii gdy ma dołączyć ktoś nowy. Dostaje histerii gdy ten odchodzi. W obu wypadkach włącza mi się czarnowidztwo i strach, że teraz to my sobie naprawdę nie poradzimy.

Korespondowanie i spotykanie się z ewentualnymi kupcami to inna para kaloszy. Nie rozumiem tych ludzi. Chętnie by kupili. Teraz, zaraz, już ale my mamy pracować jeszcze kilka lat. No nie! Nie po to sprzedaję, żeby się z tym jeszcze użerać i zysk odpalać komuś innemu. Jak chcesz gościu kupić śliwek to nie w piekarni, chciałoby się powiedzieć niektórym spijaczom kaw.

Na razie czeka mnie ciężka orka fizyczna we własnej robocie.

Na szczęście Marga zaszczyciła mnie kluczykiem do własnego bloga i wsiąkłam. Jak ja zazdroszczę Ci kobieto odwagi. Kiedy czytam a jestem gdzieś pod koniec 2012 to wchodzi we mnie nadzieja, że nie ma rzeczy niemożliwych. Mam nadzieję, że zanim dojdę do końca to uczucie utrwali się we mnie i umocni.

Wymiana maili z jedną z was to jak balsam na duszę. Tak trudno znaleźć dziś zrozumienie. A tu proszę jest ktoś kto czuje podobnie.  

Dzięki dziewczyny!

I jeszcze z ostatniej chwili.

Jako namiętna oglądaczka kanałów discovery znam temat od podszewki i nie powinno to na mnie robić wrażenia. (Dodam, że oglądam głównie nocami kiedy nie mogę spać. Akcje policji, śledztwa i dr. G .- oczywiście moją ulubioną) Ale zrobiło.

Zapukała do mnie policja przed godziną pytając o sąsiada. Zgodnie z prawdą powiedziałam, że nie widziałam chłopaka od kilku miesięcy. Pytali czy wiem, gdzie przebywa, gdzie pracuje, czy może się ożenił i przeprowadził , jakiś telefon do krewnych. Niestety nie mogłam panom pomóc. Nic nie wiem. Nogi miałam miękkie bo chłopcy policjanci byli bardzo przystojni. Obaj ok 185. Dwa mundury w mojej chałupie też wrażenie robiły.  W pewnym momencie włączyło się radio jednego z nich z pytaniem co załatwili. Chłopak zameldował, że niestety nikt z sąsiadów nie wie nic. Wtedy tamten głos powiedział, żeby wrócili do koronera bo on dla nich ma coś jeszcze. Teraz to myślałam, że się przewrócę.

  Pod blokiem jeszcze spokój. Brat i ojciec nie wrócili jeszcze z roboty. Matka zmarła na raka kilka lat temu. Nie są to moi ulubieni sąsiedzi ale jest mi niezmiernie przykro.

19:34, nie-okrzesana
Link Komentarze (5) »
środa, 19 lipca 2017

Kto czytał ten pamięta, że prawie dwa lata temu straciliśmy przyjaciela. Był nam bardzo bliski, choć w wieku syna niemalże, głownie dla mojego męża, bo ja przecież młodsza jestem. Pozostała wdowa. Młode dziecko, pogrążone w rozpaczy, którym natychmiast musiałam się zaopiekować.  Płakałam kiedy ona płakała, milczałam gdy zamykała się w sobie i nie chciała rozmawiać. Starałam się  wyciągnąć z domu, jakoś zorganizować czas. Zapraszałam na nocleg, na obiad, na wódkę. Dużo rozmawiałyśmy, prawie codziennie. Podwoziliśmy ją, pomagałam w różnych urzędowych sprawach, dawałam auto kiedy była potrzeba. W jej życiu zaszła zmiana, poznała kogoś, zakochała się, wychodzi za mąż. Przez krótką chwilę oprotestowałam wybór, szybko jednak połączyłam się z rozumem i przeprosiłam. Weszłam w rolę matki, a im jak zawsze, żaden kandydat nie wdaje się wystarczająco dobry. Za 10 dni I. wychodzi za mąż i wyprowadza się z mojego miasta.

I właśnie dociera do mnie, w jakiej zafałszowanej rzeczywistości żyłam w ostatnich miesiącach.

To nie ja opiekowałam się Nią, tylko ona nami. To ona dzwoniła, żeby spytać jak się czujemy. To ona zbierała mnie z podłogi kiedy upadałam i wydawało mi się, że już nie dam rady. To ona zapraszała do siebie, przynosiła ciasto, zabierała do kina. To ona zmuszała mnie do aktywności umawiając się ze mną pod pretekstem, że jest w potrzebie. Zawsze umiała mnie zachęcić i zmobilizować.

Jak ja teraz będę bez niej żyła ?

13:33, nie-okrzesana
Link Komentarze (8) »
niedziela, 16 lipca 2017

Ten weekend miał być bardzo ważny dla mnie. Duuuuża uroczystość. Zrujnowałam się na kosmetyczkę (cała seria zabiegów) we wtorek fryzjer, w środę manicure i pedicure a w czwartek pośliznęłam się na mokrej podłodze i połamałam szafkę w kuchni. 

Taka porządnicka jestem! Chciałam wyjść i zostawić idealny porządek, wróciłam się wyrzucić paproch zebrany z podłogi.

 

Na szczęście rany są powierzchowne, siniaków na korpusie i pośladkach nie widać, bólu żeber i innych stłuczeń też. Do wyszykowanych kreacji niestety nie założyłam szpilek, tyle szykowania na marne.

19:55, nie-okrzesana
Link Komentarze (10) »
sobota, 08 lipca 2017

Sobota, późne popołudnie. Surfuję w sieci i spijam wino. Wytrawne chilijskie.

Likwidują mój ulubiony sklep angielskiego pochodzenia. Ubolewam, mieli najlepsze majtki na rynku. Nie mówiąc o koszulach z czystej bawełny, a jednak nie wymagających  prasowania. Jakby nie wstawiali nam najgorszego szajsu, nie musieliby wycofywać się z rynku polskiego. Wiem bo odwiedzam ten sklep od lat kiedy bywam w Londynie . Asortyment nieporównywalny. Tak więc wczoraj zakupiłam kilka butelek dobrego wina, kilka opakowań  belgijskich czekoladek, masło orzechowe. Niestety lnianych koszul już nie ma, dżinsów z prostymi nogawkami też. Rabat 30% jest całkiem przyzwoity i kusi. Dlatego to wino, ale jest naprawdę OK.

Nigdzie się nie spieszę, sączę powolutku i rozmyślam.

Tak ! Po alkoholu myśli się głęboko i intensywnie. Tylko wnioski bywają niebezpieczne. Żeby więc nie doprowadzić się do kolejnego doła, lepiej skierować temat rozmyślań na wagę. Pięć dni nie jem węglowodanów. Jestem głodna i sfrustrowana.  Trochę to za późno, żeby wylaszczyć się na wesele w ostatni weekend lipca. No, ale lepiej późno niż wcale. Jest generalnie trudno, kiedy nie można jeść jaj, mleka, twarogów i serów twardych z racji alergii. Jest więc monotematycznie. Dziś fasolka, jutro bób, pojutrze kapusta.

Ostatnio zadziwiła mnie reklama, uważam, że powinni jej zabronić, która reklamuje jakiś środek na odchudzanie, tak skuteczny, że w wielu wypadkach kończy się anoreksją. No skandal jakiś. Tylko ktoś naprawdę głupi zechce się przekonać o jego skuteczności. Chore jest już samo założenie a chciwość ludzka powinna być karalna.





18:16, nie-okrzesana
Link Komentarze (10) »
czwartek, 06 lipca 2017

Ostatnie tydzień zabrał mi rok zdrowia. Niespodziewany wyjazd i 600 kilometrów za kierownicą jednego dnia nadwątlił siły fizyczne. Do tego permanentny brak snu. Jestem wykończona, widzę wyraźniej, słyszę głośniej, muzyka mnie boli. Wiem, że za chwile nastąpi katastrofa. Tak zawsze zaczyna się u mnie załamanie nerwowe. Dziś przespałam noc trochę lepiej. Wjechałam na skrzyżowanie na czerwonym , centralnie pod ciężarówkę. Naprawdę nie wiem jak to się stało. Na szczęście nic nikomu się nie stało Ale pozwoliło mi to wreszcie spłakać się na maksa. Wyglądam jak chińczyk ale poczułam ulgę. Mam nadzieję, że idzie ku lepszemu. Witamy depresjo - dawno Cię nie było !

18:45, nie-okrzesana
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 03 lipca 2017

Trudny tydzień za mną. Kumulacja emocji, głównie negatywnych. Śpię tylko po przeciwlękowych, wstaję i potrzebuję galon kawy. Wszystko przez jednego wrzoda.  A wystarczyło tylko najnormalniej w świecie dotrzymać słowa lub zadzwonić i wyjaśnić.

Nie wszyscy rozumieją, że słowo wiąże jak umowa. Że człowiek jest tyle wart ile jego słowo. No i tyle w temacie.

Chyba widać po mnie, że nie daję rady, bo uruchamiam jakiś mechanizm, który prowokuje innych, żeby kopali mnie w zadek. Jakby mało mi było rzeczywistych problemów.

Postanowiłam zaleczyć jakoś tego doła i będąc przypadkiem w galerii chciałam sobie coś kupić. To nie jest mój sposób na poprawę nastroju, ale pomyślałam, że spróbuję, a nóż zadziała tym razem. W pierwszym sklepie przy wejściu wisiało wielkie lustro. (co za idiota od socjotechnik czy marketingu to wymyślił?) Jedno spojrzenie na moje coraz obfitsze kształty o mało co nie spowodowały, że zaczęłabym płakać. Te biedne dzieci gdzieś tam w Afryce głodują a ja, jak ta tłusta larwa w tym lustrze. No i po lodach. Kupiłam sobie szczypczyki do mięsa w szwedzkim sklepie meblowym i wróciłam do domu.  

Znalezione obrazy dla zapytania mam dość śmieszne obrazki

19:32, nie-okrzesana
Link Komentarze (12) »
wtorek, 20 czerwca 2017

Moja droga przyjaciółka poinformowała mnie, że zafundowała sobie nici. Takie co podciągają zmarszczki a raczej linię podbródka.

No i mnie trafiło.

Nie, żeby zazdrość, ale burza uczuć co najmniej.

W końcu to, żadna celebrytka. Czyli, że nie musi to być jakieś koszmarnie drogie.

Do tej pory bredziłam coś o starzeniu się z godnością (tak do 35 lat) Teraz już na tej godności, tak mi nie zależy. Nie chcę wyglądać jak klony Pani Racewicz, nawet za darmo. Nie wspominając już o powikłaniach bo to oczywiste.

Ale przecież niektóre panie z telewizji wyglądają naprawdę pięknie. I nie, nie mam na myśli Pani Minge.

No wiem, wiem. Światło, makijaż dobre oko operatora.....

Obiecałam sobie mieć do siebie taki stosunek jak Pani Czubaszek czy Tyszkiewicz ale co mam zrobić, że nie mam.

Najbardziej tego dystansu brakuje mi rano, kiedy sprawdzam pocztę, zapomnę zdjąć okulary i idę do łazienki i spojrzę w lustro.

 

 

20:46, nie-okrzesana
Link Komentarze (16) »
sobota, 10 czerwca 2017

Wiem, że niektórzy śledzą ten wątek bo są zainteresowani efektami. Obiecałam zdawać relację więc wracam. A działo się wiele, co mnie upewnia, że to była jednak dobra decyzja.

Odczulanie biorezonansem jest upierdliwe. Co tydzień muszę stawić się w Łodzi. Dzień stracony. Atmosfera przesympatyczna. Ale najważniejsze, działa. W przypadku jaja, mleka, glutenu i pszenicy nie wystarczyły trzy standardowe zabiegi. Niemniej każdy dodatkowy jest gratis.

Zostało mi jeszcze tego całkiem sporo, może wyrobię się do końca roku. Lecz teraz już nie jeżdżę tam wbrew sobie. Od wielu tygodni nie potrzebuję stoperanu, bez lęku opuszczam dom. Prawie nie używam maści ze sterydem na swędzącą skórę. Oczywiście najważniejsze jest to, że nie truję się lekami i szczepionkami. O postępach będę nadal informować.

O słuszności decyzji przekonała mnie wizyta u alergologa. Biorezonans wybrałam z rozpaczy kiedy okazało się, że na wizytę muszę czekać kilka miesięcy.

Pomijam, że gotowałam się kiedy wizyta wyznaczona na godzinę przeciągała się o trzy. Pani doktor zdecydowała się przyjąć się mnie na prośbę, że nie wyrobię się na dyżur do apteki. Mimo wyznaczonych godzin pierwszeństwo mają pacjenci na zastrzyk. Ich było więcej niż 50.

A potem to było i śmieszno i straszno. Głównie śmieszno bo wiedziałam, że mam alternatywę, że bikom pomaga, w innym wypadku chybabym się pochlastała.

Pani doktor na początek stwierdziła, że w moim wieku na alergię się nie zachorowywuje i że zabieram jej czas.  Stwierdziłam, że skierowanie mam od dwóch lekarzy i sama tego nie wymyśliłam

Próbowała mi wmówić, że to na pewno sprawa gastrologa i że tam powinnam się udać. Zamilkła kiedy przedstawiłam jej bogatą dokumentację wskazującą, że jestem przebadana wzdłuż i wszerz.  Kolonoskopia, gastroskopia 4 wycinki jelita.

I tu niepotrzebnie wspomniałam o pokrzywce i świądzie. Ucieszona próbowała  odesłać mnie do dermatologa. Powiedziałam, że i owszem ale on raczej nie poradzi na biegunki.

Wypytała czy mam objawy laryngologiczne i była mocno zawiedziona, że nie. Przebadała jednak dla pewności nos, zajrzała do gardła i oczu. (na swędzącą skórę nie chciała zerknąć)

I teraz najlepsze:

Stwierdziła z zakłopotaniem, że w gabinecie TUTAJ to ona może mi jedynie zrobić test na pomidory , orzechy ziemne i pistacje.

Przestałam jej ułatwiać i współpracować od tego momentu. Powiedziałam, że czekałam cierpliwie pól roku i nie wyjdę dopóki mi nie pomoże, bo jestem zdeterminowana.

Była też wzmianka, że może to na tle nerwowym. Stwierdziłam, że jestem bardzo spokojna, ale praca w aptece jest jednak wymagająca. ( pójdę do piekła za kłamstwa, ale nie chciałam, żeby próbowała przekazać mnie psychiatrze)

Ten tekst spowodował, że wypisała mi skierowanie na testy z krwi.

Test wyszedł ok. Dostałam zaświadczenie dla gastrologa. Gastrolog na NFZ za pół roku.

Lekarz rodzinny stwierdza, że testy nie zawsze są wiarygodne.

Zostaję przy metodach alternatywnych !!!

08:00, nie-okrzesana
Link Komentarze (10) »
czwartek, 08 czerwca 2017

W ostatni weekend odwiedziłam wystawę Body World. Kiedy kilka lat temu dowiedziałam się o niej bardzo chciałam pójść. Kiedy okazało się, że jest tak blisko nie było układów. Wreszcie ustaliłam sztywny termin i udało się.

Z internetu znałam większość zdjęć, jednak wchodziłam tam z pewnymi obawami. Zupełnie niepotrzebnie. Tylko raz kiedy u plastynata zobaczyłam rzęsy i złamany paznokieć doznałam tego uczucia, że obcuję z człowiekiem a nie plastikowym modelem.

Nie mogę powiedzieć, że czegoś się nauczyłam. Informacje podane tam nie były mi obce. Może dlatego, że medycyna a w tym anatomia są mi bliskie. Ale bez wątpienia wyszłam bogatsza.

Polecam.

Z szacunku nie umieszczę tu zdjęć ale warto podejrzeć link.

http://www.bodyworlds.pl/

12:00, nie-okrzesana
Link Komentarze (5) »
wtorek, 06 czerwca 2017

Szukam sandałek (sandałków ?) Wiecie jaki to problem?

Nie jestem kobietą elegancką. Trampki i jeansy to lubię i w tym czuję się bezpiecznie. Nie, żebym nie dostrzegała stylizacji, czy wysublimowanego smaku  u innych kobiet. Jestem prosta i nie mam gustu. A może nie mam odwagi ? Na pewno nie mam środków na zaspokojenie własnych upodobań. A jak już znajdę środki to wtedy okazuje się, że to co kupiłam nie pasuje do niczego co mam. 

Ubieram się więc bezpiecznie. Nic nie poradzę na to,  że jak już coś mi się bardzo spodoba to kosztuje więcej niż średnia krajowa (może więc mam gust tylko nie mam pieniędzy?) A mój nowy szef nie ma ochoty płacić nawet najniższej krajowej.

Zgodziłam się przyjść "na pomoc". Dwa dni za free na rozruch. I jeśli nawet nie jestem pracownikiem roku to w sumie przecież jestem samodzielna. Ale 10 zł na godzinę to kpina. 

Szef młody gniewny "korpozwierzak" Pracował jako przedstawiciel medyczny i farmaceutyczny. Od roku jest właścicielem 3 aptek i będzie kupował następne. Oczekuje zaangażowania. Rozumiem, ja też zatrudniam ludzi. No ale..... Dziewczyna robi po 12 godzin bo nie ma innych pracowników. Już wiem dlaczego. Pójdę jeszcze kilka razy bo dałam słowo, a ja się nie wycofuję . Ale miejsca tam nie zagrzeję.

Szef jest przemiły ale przy ADHD jest bałaganiarzem i skąpcem. Nie można pracować bez pomocy aptecznej gdy stale są pacjenci. Nie można wydawać leków bez paragonu bo towaru z ostatnich trzech dni nie było czasu wprowadzić do komputera choć fizycznie jest. Nie można w przejściu przy kasie zostawiać swoich butów, obok klawiatury kluczy, kubka, telefonu, kanapki, ładowarki, portfela, kanapki z wczoraj i przedwczoraj.  W tamtym tygodniu gdy byłam pierwszy raz syropy stały w trzech miejscach. Wczoraj już w pięciu. Saldo nie zgadzało się o 300 zł bo każdy pracuje przy każdym stanowisku. Czy ja zabiłam ojca lub matkę ?

 

 

15:02, nie-okrzesana
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 57