Dodatki na bloga
RSS
niedziela, 19 listopada 2017

Wczoraj pan Marek Niedźwiedzki zaprezentował kilka utworów Seweryna Krajewskiego w nowym wykonaniu. Z zasady nie znoszę kowerów. Nie bardzo wiem też, kto to Joanna Dark. Wiem, że to ktoś z naszej sceny muzycznej, ale nie kojarzę nic poza tym. No i się zakochałam. Piosenki z mojej młodości, których słuchała jeszcze moja mama. Klimatycznie i nastrojowo. Może po prostu płyta wstrzeliła się w mój nastrój. Ale "Krajewski na dziś" to moja płyta na jesień.

A jak byłam w Empiku to od razu kupiłam najnowszego Zafona i tak bardzo się cieszę, że jest taaaki gruby. Na płytę Wodeckiego i Korteza już zabrakło mi kasy.

Od lat nie chodzę w niedzielę na zakupy, ale skoro dziś wybrałam się już do tego Empiku, weszłam do Tesco po produkty, których deficyt odczuwałam od kilku dni (znów zapomniałam jednak o aptece!) I tak się zastanawiam. Co będą robić te tłumy w niedzielne popołudnia jak zamkną im sklepy?

https://www.youtube.com/watch?time_continue=31&v=Qok7Q-GKJG8

(nie wiem czemu nie wstawiają się filmiki znowu)

21:53, nie-okrzesana
Link Komentarze (15) »
czwartek, 16 listopada 2017

Moje mieszkanie nabiera kształtów. Wszystko mi się podoba, na razie poza łazienką. No ale na to nie miałam wpływu. Mąż uparł się na niebieską glazurę na podłodze i nie było mocnych. Nie miałam siły o to walczyć, bo straciłam je na walkę o inne dużo ważniejsze, dla mnie rzeczy. Widzi swój błąd, ale co mi po tym. W końcu, przecież to też jego mieszkanie, więc we wszystkim weta stawiać nie mogę. Tak jak nie przeforsuję sprzętu kuchennego do zabudowy. (no bo po co płacić drożej, za coś co jest nie skończone? i milion innych argumentów) Wkomponowanie ich w zabudowę, będzie problemem stolarza. Doszłam do wniosku, że nie będę o to walczyć. Żeby tylko takie problemy mieć!

Przede mną jeszcze dobieranie tych nieszczęsnych kolorów. W sumie zdecydowałam się w większości na biel. Ale tam gdzie mają być kolory czeka mnie przerabianie tego co kupiłam na coś bardziej sensownego, przy pomocy pigmentów. To na dniach.

Na razie, żeby nie było wszystko na raz, pokażę wam co kupiłam:



i jak to wyglądało, tak właśnie, przez długi czas:


Najpiękniejszy jest widok z okna. Duuuża przestrzeń i nikt nie zagląda w okna.


 

Myślałam, że wykańczanie mieszkania to duża przyjemność. O tym jak bardzo się myliłam, pisałam już, więc powtarzać się nie będę. Ale i tak nie potrafię się tym cieszyć jak powinnam. Z tyłu głowy czuję jednak, że to nie docelowe lokum, choć tak o tym mówimy. Mój mózg pracuje na najwyższych obrotach, bo zajmuje się czym innym, obarczonym wielkim stresem o czym już wkrótce.  Temat tego remontu jest więc tematem zastępczym.

 

15:11, nie-okrzesana
Link Komentarze (11) »
niedziela, 12 listopada 2017

Chyba jeszcze nigdy tego nie robiłam. No może raz. Ale teraz naprawdę nie mogę się powstrzymać. Mam nadzieję, że autorka nie uzna tego za nadużycie.

Zamieszczam Wam link do bardzo ciekawego wpisu.

http://podkarpacka.blog.onet.pl/2017/11/11/potworzyce-czyli-kobiety-co-z-wami/comment-page-1/#comment-938

17:25, nie-okrzesana
Link Komentarze (4) »
czwartek, 02 listopada 2017

1. Godzinami siedzę w necie.

Do tej pory tylko nagłówki, poczta i blogi. Teraz oglądam glazurę, meble, żarówki, piekarniki,  baterie, syfony.... Skrupulatnie wybrane kolory (kilka godzin z wzornikiem) okazały się okropnym kiczem i powodem łez. Jutro idę po jakiś pigment i będę sama dobierać. Normalnie kicha. Nawet nie wiecie jakie to frustrujące wybrać odcień szarości z prawie setki a jest i tak do bani. A co w okna ? Żaluzje ? Rolety? Plisy ? A może klasyczne firanki? I tak ze wszystkim. Na razie dopiero równają ściany , w przyszłym tygodniu będą kłaść podłogi a ja wciąż niezdecydowana.

2. Nie sprzątam.

No! Naprawdę. Coś mi się takiego porobiło, że sama się dziwię. Nie pucuję zakamarków, nie układam w szafach, nie poleruję glazury. Jestem zmęczona i starzeję się. Ale też nie mam już serca do tej chałupy, powoli myślę o wyprowadzce. Choć to jeszcze kilka miesięcy. Meble do kuchni będą przed marcem. Cokolwiek to znaczy.

3. Jem dziwne rzeczy.

Dziś po talerzu rosołu odszukałam resztkę, niezbyt smacznej, kupnej kapusty kiszonej a ponieważ to wciąż nie było to, popiłam sokiem pomidorowym. Tak naprawdę mam ochotę na grapefruita. ( I nie! Nie jestem w ciąży)

 

21:17, nie-okrzesana
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 23 października 2017

Nie wiem czy jeszcze odwiedziny w rodzinnym mieście tak mogę nazwać, ale tak czuję. Dopóki są tam bliscy mi ludzie. Kiedyś były to powroty do gniazda, do ludzi, których tam pozostawiłam. Z czasem przestałam traktować je jak powroty a raczej jak odwiedziny. Mama dbała żeby każdy mój przyjazd był okazją do spotkania wszystkich razem. Bo wszyscy moi bliscy tam są. Tylko ja mieszkam gdzie indziej. Ale  wszyscy którzy tam pozostali mają swoje życie więc już nie jestem u siebie, to jednak tylko wizyta. Szczególnie od kiedy nie ma już mamy. W rodzinie zawsze mogę podładować akumulatory, choć zdarza się przełykać łzy, ale przecież to wciąż moi najbliżsi. 

Podróż nie jest już tak ekscytująca. Trwa prawie dwie godziny krócej ale pozbawiona jest znajomych widoków. Panele przy nowych drogach bardzo usypiają i ograbiają podróż z przyjemnych doznań. Za to na miejscu widoki zamglonego pogórza wynagrodziły mi monotonię podróży. Zapach mokrych liści pomieszany z dymem z kominów w domkach i z ogrodów gdzie ludzie dopalają chwasty. Jeden w swoim rodzaju. Nawet obfity deszcz mi nie przeszkadzał.

19:17, nie-okrzesana
Link Komentarze (8) »
wtorek, 10 października 2017

Słyszałam to już kilka dni temu. Dziś brat wysłał mi link. Zaskakujące?


https://youtu.be/2o50KySNXeA

19:23, nie-okrzesana
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 09 października 2017

Trzy tygodnie temu zamknęłam drzwi, ale klucz zostawiłam w zamku. Tydzień temu kupiłam chleb i włożyłam go do piekarnika. Dziś nie mogłam przypomnieć sobie jak nazywają się puzzle. Nie to jest najgorsze. Kurier zostawił paczkę u sąsiadów. Kiedy poszłam ją odebrać okazało się, że dziewczynę widzę pierwszy raz w życiu na oczy. Nie mam bladego pojęcia kim jest a przecież mówi o mojej sąsiadce "moja mama". Dziewczyna jest nastolatką nie ma opcji, że nie spotkałam jej przez ostatnie 15 lat. 

Co mnie pociesza? Przeżywam trudny czas, kłopoty w pracy, załamanie nerwowe męża. Może to tylko objaw stresu? Zaczynam się bać. Czy ktoś z was ma wiedzę o wczesnej diagnostyce alzheimera?

18:02, nie-okrzesana
Link Komentarze (17) »
środa, 04 października 2017

Czy można się otworzyć przed kimś, tak do końca? Obnażyć zakamarki duszy, opowiedzieć o lękach? Większość z Was pewnie powie, że być może tak, ale tylko przed prawdziwym przyjacielem. Ale nawet prawdziwy przyjaciel może, po latach prawdziwej przyjaźni, stać się byłym przyjacielem. Nawet nasza druga połowa, która miała być jednym ciałem do grobowej deski, może w pewnym momencie stać się ex. I wtedy zostajemy "nadzy", wystawieni na ciosy. Bo często byli przyjaciele czy współmałżonkowie mogą zechcieć wykorzystać to, co o nas wiedzą. Mój pierwszy i wciąż aktualny mąż wie jak mi dopiec i do jakich historii rodzinnych sięgnąć, żeby udowodnić swoje racje. Wciąż uważam, że to najbliższa mi osoba, ale żałuję, że kiedyś w przypływie szczerości opowiedziałam mu z detalami o czymś, czego wcale nie musiał wiedzieć. 

Spotykam fajnych ludz,i ale jestem postrzegana jako ta, co trzyma dystans. Mocno zdziwiła mnie taka opinia. Po przemyśleniu jednak doszłam do wniosku, że taka jestem się stałam. Bo wydawało mi się, że prawie 20 letnia przyjaźń zobowiązuje i że jak przetrwała tyle, to nic nie może nas rozdzielić. Przyjaźń okazała się tylko moim wyobrażeniem o przyjaźni, bo druga strona traktowała ją zupełnie inaczej.

Zdarzało się, że garnęli się do mnie ludzie którzy jak już dowiedzieli się o mnie wszystkiego, pojedli, popili, zanocowali, pożyczyli pieniądze lub usiłowali to zrobić, przestali dla mnie mieć czas. Zastanawia mnie czy chodziło o zwykłą ciekawość z ich strony, czy o to, że ja przy bliższym poznaniu tracę na atrakcyjności. A może chodzi o to, że się bronię jednak i nie dopuszczam, bo nauczyłam się  nie otwierać tak do końca.

Z wiekiem staję się bardziej wrażliwa i wymagająca, mniej odporna na ciosy a przecież powinno być odwrotnie. Prawda?

 

15:31, nie-okrzesana
Link Komentarze (10) »
piątek, 29 września 2017

Mąż zostawił mnie dziś w dużej galerii i pojechał załatwiać swoje sprawy. Miałam trzy godziny dla siebie. Nie bawi mnie wydawanie pieniędzy, dla samego wydawania. Shopping bez celu mnie męczy. Poza tym, wydatki mam: auto do firmy, remont mieszkania... Ach, nie mówmy już o tym bo zęby bolą.

Po odwiedzeniu trzech ulubionych sklepów zasiadłam z filiżanką herbaty i zaczęłam przyglądać się ludziom. Myśli w mojej głowie zapełniłyby 3 tomy co najmniej, gdybym umiała się sprawniej się wysławiać.

Dopowiadałam sobie historie do strzępków rozmów jakie mnie dolatywały. Wyobrażałam sobie życie ludzi na podstawie tego co widziałam. Takie studium na prawdę wiele wnosi i bardzo dużo można się o ludziach dowiedzieć. Najbardziej o ich kompleksach. Kopalnia informacji, całe spektrum charakterów.

Dziś było dużo dzieciaków. Tych młodszych. Ubrane w swoje najlepsze ciuchy ekscytowały się zestawami happy meal. Udawały "światowe", wyluzowane. Szpanowały papierowymi kubkami ze znanych kawiarni.  Zastanawiałam się, dla ilu z nich wyprawa do miasta, bądź centrum, to naprawdę przygoda. Odskocznia od codzienności i szarego życia.

Jak łatwo odróżnić kochającą się parę, która przeszła już wiele, a wciąż umie obdarzać się czułościami, od świeżych kochanków, którzy tylko udają stare dobre małżeństwo. 

Galerie to namiastka parków i kościołów. Ludzie modlą się do swoich marzeń, przechadzają się pomiędzy nim,i wyobrażając sobie, że oto, przez ten moment dostali się do lepszego świata.

Wróciłam zdołowana.

 

21:53, nie-okrzesana
Link Komentarze (11) »
sobota, 16 września 2017

Jakiś taki niefart w moim życiu mnie dosięgnął. Jak sięgam pamięcią zawsze tak było. Niby coś się zaczyna układać, wychodzi na prostą a tu trach ! I usrało się po raz kolejny.

Sprawę nie możności sprzedaży firmy wzięłam na klatę. Nie, żeby było bez bólu, ale jedyne co mogę zrobić to rzucić się na podłogę i wierzgać jak dziecko. Zrobiłam wszystko co mogłam i  daje mi to pewnego rodzaju spokój. No trudno. Pozostaje możliwość wygaszenia, ale w naszej sytuacji, najlepszym wyjściem z sytuacji będzie poprowadzenie jej jeszcze jakiś czas. Nie mogę żyć w takim rozkroku więc po zakończeniu współpracy z I. z powodu jej wyprowadzki nie zatrudniam nikogo innego tylko wracam na produkcję.

Płakać mi się chce ale musiałam pożegnać się z apteką. Koniec z marzeniami. W końcu głupio tak zatrudniać kogoś i płacić mu więcej niż samemu zarabia się w innym miejscu. Korzyść taka, że jak sama pilnuję, to robotę przerabiam szybciej, na zakładzie jest większy porządek i łatwiej planować. W domu na odwrót. Wracam "zrypana na maxa" i nie mam siły dbać o podstawowe sprawy które tak cieszyły mnie do tej pory.

W poprzednim tygodniu próbowałam znaleźć dobre strony tej sytuacji i wyobrażałam sobie, że dzięki temu, zamówię TE meble które mi się tak podobają, i TE baterie czy TEN piekarnik. Tak było do piątku. Te myśli uskrzydlały mnie w robocie i porażkę czyniły znośniejszą. Ale w piątek samochód z towarem wrócił na lawecie. Miał wytrzymać jeszcze trochę do zamknięcia firmy. Ale to trochę przeciągnęło się już do dwóch lat, w związku z tym nie ma już wyjścia. Jest opcja sprzedaży mieszkania, albo wzięcia kredytu, albo palnięcia sobie w łeb. Takie tam prozaiczne sprawy. Nie mam jeszcze dystansu do tego wszystkiego i sprzątanie oraz układanie w szafach nie pomaga tym razem.

Poza tym dopadła mnie amnezja. Zapominam wciąż, że nie da się już umyć wszystkich okien jednego dnia. W miedzy czasie wstawić ciasta do piekarnika, przygotować sałatkę i wieczorem zaprosić gości. Zapominam, że siły trzeba rozkładać, obowiązki planować, żeby nie tłuc się na łóżku kilka godzin, z powodu nie możności zaśnięcia, ze zmęczenia.

Nie mam depresji, ale jest mi tak zwyczajnie smutno.

U wszystkich w około sukces goni sukces tylko u mnie kicha.

18:05, nie-okrzesana
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 58