Dodatki na bloga
RSS
sobota, 16 września 2017

Jakiś taki niefart w moim życiu mnie dosięgnął. Jak sięgam pamięcią zawsze tak było. Niby coś się zaczyna układać, wychodzi na prostą a tu trach ! I usrało się po raz kolejny.

Sprawę nie możności sprzedaży firmy wzięłam na klatę. Nie, żeby było bez bólu, ale jedyne co mogę zrobić to rzucić się na podłogę i wierzgać jak dziecko. Zrobiłam wszystko co mogłam i  daje mi to pewnego rodzaju spokój. No trudno. Pozostaje możliwość wygaszenia, ale w naszej sytuacji, najlepszym wyjściem z sytuacji będzie poprowadzenie jej jeszcze jakiś czas. Nie mogę żyć w takim rozkroku więc po zakończeniu współpracy z I. z powodu jej wyprowadzki nie zatrudniam nikogo innego tylko wracam na produkcję.

Płakać mi się chce ale musiałam pożegnać się z apteką. Koniec z marzeniami. W końcu głupio tak zatrudniać kogoś i płacić mu więcej niż samemu zarabia się w innym miejscu. Korzyść taka, że jak sama pilnuję, to robotę przerabiam szybciej, na zakładzie jest większy porządek i łatwiej planować. W domu na odwrót. Wracam "zrypana na maxa" i nie mam siły dbać o podstawowe sprawy które tak cieszyły mnie do tej pory.

W poprzednim tygodniu próbowałam znaleźć dobre strony tej sytuacji i wyobrażałam sobie, że dzięki temu, zamówię TE meble które mi się tak podobają, i TE baterie czy TEN piekarnik. Tak było do piątku. Te myśli uskrzydlały mnie w robocie i porażkę czyniły znośniejszą. Ale w piątek samochód z towarem wrócił na lawecie. Miał wytrzymać jeszcze trochę do zamknięcia firmy. Ale to trochę przeciągnęło się już do dwóch lat, w związku z tym nie ma już wyjścia. Jest opcja sprzedaży mieszkania, albo wzięcia kredytu, albo palnięcia sobie w łeb. Takie tam prozaiczne sprawy. Nie mam jeszcze dystansu do tego wszystkiego i sprzątanie oraz układanie w szafach nie pomaga tym razem.

Poza tym dopadła mnie amnezja. Zapominam wciąż, że nie da się już umyć wszystkich okien jednego dnia. W miedzy czasie wstawić ciasta do piekarnika, przygotować sałatkę i wieczorem zaprosić gości. Zapominam, że siły trzeba rozkładać, obowiązki planować, żeby nie tłuc się na łóżku kilka godzin, z powodu nie możności zaśnięcia, ze zmęczenia.

Nie mam depresji, ale jest mi tak zwyczajnie smutno.

U wszystkich w około sukces goni sukces tylko u mnie kicha.

18:05, nie-okrzesana
Link Komentarze (12) »
wtorek, 05 września 2017

Zimno się zrobiło. Jesień już prawie a ja jeszcze nie zdążyłam schudnąć na lato. Jak co roku.

Od trzech miesięcy nie jem prawie w ogóle glutenu. Na śniadanie płatki owsiane na wodzie z owocem. Najczęściej były to borówki, teraz śliwki, brzoskwinie. W między czasie jakiś serek (tak, tak już mogę, odczulanie pomaga) na obiad surówka, mięsko. Jakieś kluski czy ziemniaki, nie częściej niż raz w tygodniu. Nie jadam słodyczy ale zdarza mi się wypić piwo, czasem drinka. Kolacji nie jadam od lat. Nie oszukuję, na weselu i na wyjeździe trochę przyszalałam ale bez przesady. Bardziej dlatego, żeby nie utrudniać sobie życia.

Kto zgadnie ile zleciałam?

1 kilogram (słownie jeden) Zastanawiam się czy jest sens w ogóle o tym wspominać. Ta dieta wynikała raczej z alergii niż chęci schudnięcia. Ale przecież odmawiałam sobie frytek, lodów, gofrów. I co ? Na nic to wszystko? Mam mniejszy brzuch to prawda ale jakoś nie czuję tego po spodniach, spódnicach czy na wadze.

No nie umiem schudnąć i już :(

Ćwiczenia

17:51, nie-okrzesana
Link Komentarze (23) »
czwartek, 31 sierpnia 2017

16 lat temu remontowałam mieszkanie w którym mieszkam. Nie pasowało to sąsiadom, z kilku powodów. Po pierwsze byłam obca. Blok kiedyś należał do jednej firmy, były to mieszkania zakładowe a więc mieszkańcy byli z jednej brygady, mocno zżyci, jak rodzina. Mój remont był bardzo generalny. Wiem, zalazłam za skórę ludziom, ale co miałam robić? Jakoś musiałam go doprowadzić do końca. Jeden z sąsiadów wymyślił sobie, że zarobi na moim remoncie i oskarżył o to, że pękła mu glazura, ściany itd. (Czy ja już o tym nie pisałam?) Miałam nadzór budowlany, komisje, afery i straszenie eksmisją. Do momentu aż wzięłam biegłego, który udowodnił, że pęknięcia były stare i to mocno. Do dziś sąsiad mi się nie kłania. Choć ja kłaniałam się jego żonie 2 lata, ona mi nie odpowiadała. Z nikim nie mam zażyłych stosunków, z jedną rodziną czasem zamienię 2 zdania, poza zwykłym dzień dobry. Ale jest poprawnie.

Byłam przygotowana na podobne historie w nowym miejscu. Remont zgłosiłam w administracji i u wspólnoty.(nadgorliwość) Wystąpiłam o pozwolenia na wyburzenie ścianek działowych. (wcale nie musiałam- nadgorliwość znowu) Na tablicy ogłoszeń wywiesiłam informację o tym, że remont będzie generalny i długi ale dołożę starań aby jak najmniej szkodzić sąsiadom, że hałas będzie tylko 2 razy w tygodniu w godzinach od 9-15.  (przez to, to prace przygotowawcze tak długo trwały, ale burzenie ścianek, skuwanie lastryka z podłogi i wycinanie szlic w żelbetonie to naprawdę koszmar)

A sąsiedzi kłaniają się w pas, uśmiechają  póki co, odwiedzają, doradzają i nawet zaproponowano mi, że parapety zewnętrzne na balkonie zrobią mi na koszt wspólnoty. Oniemiałam, bardzo mi miło i bardzo się z tego cieszę.

Dziś dowiedziałam się skąd taka życzliwość. Otóż przez ostatni rok w tym mieszkaniu była podrzędna agencja towarzyska. Wizyty policji po nocach na porządku dziennym.

I wszyscy sąsiedzi tacy zadowoleni, że teraz my tu będziemy mieszkać.

21:58, nie-okrzesana
Link Komentarze (11) »
wtorek, 22 sierpnia 2017

Nie miała baba kłopotu kupiła sobie prosie.

Wydawało min się, że lepiej kupić mieszkanie wyszykować na tip top i wtedy się wprowadzić a stare sprzedać. Niż remontować po kawałku i żyć w tym remoncie. Założenie super , realizacja już nie koniecznie. Oba rozwiązania mają wady i zalety. Dziś napiszę o wadach mojego pomysłu.

Kiedy się ma tyle lat co ja, to raczej urządza się mieszkanie już docelowo. Solidnie, funkcjonalnie, choć chciałoby się jednak poszaleć. Nie będę zanudzać was szczegółami. Każdy jakiś tam remont robi lub robił, wiec wie.

Wspominałam, że niestety nie stać mnie na spełnienie marzeń. Wszystko ogranicza zasobność portfela. Mój pomysł ma jedną wadę. Trzeba w takim mieszkaniu zrobić wszystko. Wymiana okien, drzwi, podłogi, armatura, glazura. Od zera i bez prowizorek. Materiały z gazetki marketowej , żadne tam marmury i złocone akcesoria. Na okna czeka się 2 miesiące , ekipa remontowa już przesunęła termin wejścia o miesiąc, a termin na meble (zdecydowałam się na meble pod wymiar) styczeń- marzec. A czynsze płacę dwa.

Pocieszam się, że wejdę do nowego, nie mieszkam w bałaganie ale remont to wcale nie jest taka przyjemność jaką sobie wyobrażałam.

19:00, nie-okrzesana
Link Komentarze (12) »
czwartek, 17 sierpnia 2017

Bociany urządzają sejmiki, zaraz trzeba będzie opony na zimowe znowu przekładać i tak o, już krok do sylwestra.

Kiedy przez cztery lata nie ma się urlopu, a można by rzec, że przez ostatnie dwadzieścia to, te kilka dni w roku, trudno nazwać urlopem prawdziwym. Tym bardziej człowiek się cieszy, na jakąś Grecję np.

Lista rzeczy , pakowanie nie są moim ulubionym zajęciem, ale nadzieja na wspaniałą przygodę dodawała skrzydeł. Tym bardziej, że Grecja a raczej Kreta była dla mnie nieodkrytym lądem.

Wyjazd miał być fajny ze względu na towarzystwo. Znają te rejony, eksplorowali je lata temu, teraz przenieśli się w okolice Indonezji i Wietnamu. Miło nam było, że dołączyli ze względu na to, żeby pobyć z nami. Spać  nie mogłam z podniecenia w kółko powtarzałam listę rzeczy, które trzeba było dopiąć przed wyjazdem. Wszystko odhaczyłam i kiedy tak stałam nad bagażami dzwoni do mnie koleżanka, żeby zabrać paszporty bo może wykupimy sobie wycieczkę i okażą się nieodzowne.

Pamiętacie te czasy gdy było prawo, że za granicę nie można było brać dowodu? Ja pamiętam! Zamieniłam więc dokumenty a reszty już pewnie się domyślacie. Poziom stresu jest niewyobrażalny, nie do opisania. Kiedy podczas odprawy okazuje się, że paszporty straciły ważność miesiąc wcześniej. Do tej pory nie wyszłam z traumy. Odchorowałam. Nasuwają się dwa zasadnicze pytania. Jak ja mogłam do tego dopuścić i co na to mąż.

ad1. Pamiętam, że sprawdzałam paszporty i że było jeszcze kilka lat zapasu, ale nie pamiętałam, że ostatnio na wyjeździe byliśmy   5 lat temu.

ad2. Powiedział, że to jego wina, bo sam powinien sprawdzić, ale przyzwyczajony do mojego perfekcjonizmu zaniedbał to.

Co tu dużo mówić przepłakałam cały maj. I bardzo cieszyłam się na ten trzydniowy wyjazd na wybrzeże.  I byłoby super gdyby nie to, że pierwsza noc w kampingu była koszmarem, bo w okolicy drzewa łamały się jak zapałki. O rzut beretem był przecież Suszek. Brak pogody w pierwsze dwa dni , brak telefonów i internetu ułatwił mi przebrnięcie przez trzy książki. Wreszcie i ja mogę się czymś pochwalić. Na szczęście zdążyłam poplażować i wyspacerować się, zjeść turbota (czy torbuta) i dorsza.  No i do roboty.

Ps. "Czas Zmierzchu" choć zaczynał się przecudnie i obiecywał przeżycie na miarę "Cienia wiatru" L. Zafona okazał się gniotem. Miała rację Sekretarka Bożeny. Ale dzięki jej uprzejmości przetrwałam dzień bez pogody i prądu i nawet dobrnęłam do końca.

07:55, nie-okrzesana
Link Komentarze (18) »
niedziela, 30 lipca 2017

Cały poranek jedna myśl zajmuje mój mózg. Ale o tym za chwilę.

Nie mam siły pracować, czytać, gotować,nawet leżeć. W nocy wróciłam z wesela i boli mnie każda kosteczka. Za chwilę zbieramy się na poprawiny. Jak ja nie znoszę takich imprez. W sumie było bardzo fajnie, bolą mnie pęcherze na każdym palcu u stopy. Ale to i tak nie moje klimaty. Kaca nie mam, bo zgodziłam się za kierowcę. Jedyny plus.

I tak leżąc, ze zmęczonym ciałem i skołatanym hałasem umysłem, myślę o moim nowym mieszkaniu. Oglądam strony ze sprzętem i aranżacjami i popadam w coraz większą frustrację. Niby wiem o co mi chodzi, ale tak na prawdę, nic mi się nie podoba. Mam założenie, że ma być bardzo prosto i funkcjonalnie. Te "disajny", w internecie i katalogach, są albo bardzo tendencyjne albo od czapy. Jakiś tam zarys w umyśle mam i w sumie jeszcze daleko do meblowania ale jednak czas ten zbliża nieubłaganie.

Są jednak dwa problemy. Metraż i fundusze. (jedno i drugie małe) Zaskoczyły mnie ceny materiałów, fachowców i sprzętu. Zaskoczyły o prawie 300%. Nie będzie domku z marzeń! :(((

Na dzień dzisiejszy szukam takiego ustrojstwa.  Biurko rogowe pod komputer, najlepiej z regałem, może być do sufitu . A już cudownie byłoby, żeby obok był dodatkowo, nieduży regał do kompletu, który  pomieści maszynę do szycia walizkową, z rozkładanym stolikiem, na którym tę maszynę można ustawić, z mnóstwem schowków i szufladek. Najlepiej w kolorze białym. Jakże byłoby to cudownie znaleźć coś takiego, nowego, ładnego, solidnego za niewygórowaną cenę.  Ale ni ma!

Jakieś pomysły?

12:37, nie-okrzesana
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 24 lipca 2017

Byłam na granicy sięgnięcia po małe białe tableteczki, które zawsze są w pogotowiu. Ale tak żal mi było tych dwu kilogramów które zrzuciłam nie jedząc chleba od trzech tygodni. Opornie to idzie ale idzie. A po antydepresantach zaraz byłoby na plusie. Nie daję rady z pracowymi problemami. To jakieś spektrum autyzmu chyba, bo boję się zmian. Dostaję histerii gdy ma dołączyć ktoś nowy. Dostaje histerii gdy ten odchodzi. W obu wypadkach włącza mi się czarnowidztwo i strach, że teraz to my sobie naprawdę nie poradzimy.

Korespondowanie i spotykanie się z ewentualnymi kupcami to inna para kaloszy. Nie rozumiem tych ludzi. Chętnie by kupili. Teraz, zaraz, już ale my mamy pracować jeszcze kilka lat. No nie! Nie po to sprzedaję, żeby się z tym jeszcze użerać i zysk odpalać komuś innemu. Jak chcesz gościu kupić śliwek to nie w piekarni, chciałoby się powiedzieć niektórym spijaczom kaw.

Na razie czeka mnie ciężka orka fizyczna we własnej robocie.

Na szczęście Marga zaszczyciła mnie kluczykiem do własnego bloga i wsiąkłam. Jak ja zazdroszczę Ci kobieto odwagi. Kiedy czytam a jestem gdzieś pod koniec 2012 to wchodzi we mnie nadzieja, że nie ma rzeczy niemożliwych. Mam nadzieję, że zanim dojdę do końca to uczucie utrwali się we mnie i umocni.

Wymiana maili z jedną z was to jak balsam na duszę. Tak trudno znaleźć dziś zrozumienie. A tu proszę jest ktoś kto czuje podobnie.  

Dzięki dziewczyny!

I jeszcze z ostatniej chwili.

Jako namiętna oglądaczka kanałów discovery znam temat od podszewki i nie powinno to na mnie robić wrażenia. (Dodam, że oglądam głównie nocami kiedy nie mogę spać. Akcje policji, śledztwa i dr. G .- oczywiście moją ulubioną) Ale zrobiło.

Zapukała do mnie policja przed godziną pytając o sąsiada. Zgodnie z prawdą powiedziałam, że nie widziałam chłopaka od kilku miesięcy. Pytali czy wiem, gdzie przebywa, gdzie pracuje, czy może się ożenił i przeprowadził , jakiś telefon do krewnych. Niestety nie mogłam panom pomóc. Nic nie wiem. Nogi miałam miękkie bo chłopcy policjanci byli bardzo przystojni. Obaj ok 185. Dwa mundury w mojej chałupie też wrażenie robiły.  W pewnym momencie włączyło się radio jednego z nich z pytaniem co załatwili. Chłopak zameldował, że niestety nikt z sąsiadów nie wie nic. Wtedy tamten głos powiedział, żeby wrócili do koronera bo on dla nich ma coś jeszcze. Teraz to myślałam, że się przewrócę.

  Pod blokiem jeszcze spokój. Brat i ojciec nie wrócili jeszcze z roboty. Matka zmarła na raka kilka lat temu. Nie są to moi ulubieni sąsiedzi ale jest mi niezmiernie przykro.

19:34, nie-okrzesana
Link Komentarze (9) »
środa, 19 lipca 2017

Kto czytał ten pamięta, że prawie dwa lata temu straciliśmy przyjaciela. Był nam bardzo bliski, choć w wieku syna niemalże, głownie dla mojego męża, bo ja przecież młodsza jestem. Pozostała wdowa. Młode dziecko, pogrążone w rozpaczy, którym natychmiast musiałam się zaopiekować.  Płakałam kiedy ona płakała, milczałam gdy zamykała się w sobie i nie chciała rozmawiać. Starałam się  wyciągnąć z domu, jakoś zorganizować czas. Zapraszałam na nocleg, na obiad, na wódkę. Dużo rozmawiałyśmy, prawie codziennie. Podwoziliśmy ją, pomagałam w różnych urzędowych sprawach, dawałam auto kiedy była potrzeba. W jej życiu zaszła zmiana, poznała kogoś, zakochała się, wychodzi za mąż. Przez krótką chwilę oprotestowałam wybór, szybko jednak połączyłam się z rozumem i przeprosiłam. Weszłam w rolę matki, a im jak zawsze, żaden kandydat nie wdaje się wystarczająco dobry. Za 10 dni I. wychodzi za mąż i wyprowadza się z mojego miasta.

I właśnie dociera do mnie, w jakiej zafałszowanej rzeczywistości żyłam w ostatnich miesiącach.

To nie ja opiekowałam się Nią, tylko ona nami. To ona dzwoniła, żeby spytać jak się czujemy. To ona zbierała mnie z podłogi kiedy upadałam i wydawało mi się, że już nie dam rady. To ona zapraszała do siebie, przynosiła ciasto, zabierała do kina. To ona zmuszała mnie do aktywności umawiając się ze mną pod pretekstem, że jest w potrzebie. Zawsze umiała mnie zachęcić i zmobilizować.

Jak ja teraz będę bez niej żyła ?

13:33, nie-okrzesana
Link Komentarze (9) »
niedziela, 16 lipca 2017

Ten weekend miał być bardzo ważny dla mnie. Duuuuża uroczystość. Zrujnowałam się na kosmetyczkę (cała seria zabiegów) we wtorek fryzjer, w środę manicure i pedicure a w czwartek pośliznęłam się na mokrej podłodze i połamałam szafkę w kuchni. 

Taka porządnicka jestem! Chciałam wyjść i zostawić idealny porządek, wróciłam się wyrzucić paproch zebrany z podłogi.

 

Na szczęście rany są powierzchowne, siniaków na korpusie i pośladkach nie widać, bólu żeber i innych stłuczeń też. Do wyszykowanych kreacji niestety nie założyłam szpilek, tyle szykowania na marne.

19:55, nie-okrzesana
Link Komentarze (10) »
sobota, 08 lipca 2017

Sobota, późne popołudnie. Surfuję w sieci i spijam wino. Wytrawne chilijskie.

Likwidują mój ulubiony sklep angielskiego pochodzenia. Ubolewam, mieli najlepsze majtki na rynku. Nie mówiąc o koszulach z czystej bawełny, a jednak nie wymagających  prasowania. Jakby nie wstawiali nam najgorszego szajsu, nie musieliby wycofywać się z rynku polskiego. Wiem bo odwiedzam ten sklep od lat kiedy bywam w Londynie . Asortyment nieporównywalny. Tak więc wczoraj zakupiłam kilka butelek dobrego wina, kilka opakowań  belgijskich czekoladek, masło orzechowe. Niestety lnianych koszul już nie ma, dżinsów z prostymi nogawkami też. Rabat 30% jest całkiem przyzwoity i kusi. Dlatego to wino, ale jest naprawdę OK.

Nigdzie się nie spieszę, sączę powolutku i rozmyślam.

Tak ! Po alkoholu myśli się głęboko i intensywnie. Tylko wnioski bywają niebezpieczne. Żeby więc nie doprowadzić się do kolejnego doła, lepiej skierować temat rozmyślań na wagę. Pięć dni nie jem węglowodanów. Jestem głodna i sfrustrowana.  Trochę to za późno, żeby wylaszczyć się na wesele w ostatni weekend lipca. No, ale lepiej późno niż wcale. Jest generalnie trudno, kiedy nie można jeść jaj, mleka, twarogów i serów twardych z racji alergii. Jest więc monotematycznie. Dziś fasolka, jutro bób, pojutrze kapusta.

Ostatnio zadziwiła mnie reklama, uważam, że powinni jej zabronić, która reklamuje jakiś środek na odchudzanie, tak skuteczny, że w wielu wypadkach kończy się anoreksją. No skandal jakiś. Tylko ktoś naprawdę głupi zechce się przekonać o jego skuteczności. Chore jest już samo założenie a chciwość ludzka powinna być karalna.





18:16, nie-okrzesana
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 57