Dodatki na bloga
RSS
sobota, 29 grudnia 2018

Jako osoba od lat nie obchodząca świąt, nie świruję przed, nie miewam stresu z tego powodu. Jedynie korzystam z dni wolnych. Rzeczywiście jest to okazja do spotkań towarzyskich i rodzinnych. Tyle dni wolnych pozwala odwiedzić,  nawet tych mieszkających daleko.

Nie mam zamiaru dyskutować tu o światopoglądzie, ale patrząc na to wszystko z dystansu więcej widzę ludzi napiętych i przemęczonych niż uduchowionych i poddających się "magii świat"

W tym roku szczególnie. Nowa praca, umowa na okres próbny skłoniły mnie do pracy w tym okresie. Zdziwiłam się, ile osób w tym czasie bywa na SORze i w aptece. Nie było tłumów ale nie było też chwili wolnego. 80 pacjentów w ciągu 7,5 godziny to całkiem sporo. A jakich historii można się nasłuchać. Dla wielu osób to być może jedyna okazja, żeby z kimś porozmawiać w taki dzień.

Musiałam zwiększyć jednak dawkę antydepresantów. Myślałam, że prześliznę się na minimalnej dawce a potem ją odstawię. Dużo pracy powoduje przemęczenie. Nie jest to zdrowe, ale dwa dni bez pracy spowodowały taki zjazd nastroju, że już wolę wyjść do roboty. W związku z tym wpisałam się na dyżur 1. stycznia. W pracy jest ciężko, nie jest miło. Przed nami remont bez zamykania apteki. I te nieszczęsne e-recepty. A ja czekam choć na kilka promieni słońca, które pozwolą odzyskać chęć do życia.


12:11, nie-okrzesana
Link Komentarze (12) »
piątek, 14 grudnia 2018

ODPUŚĆ SOBIE PROSZĘ TEN SPAM !

Dla zasady nie wejdę na twoją stronę. Pozdrawiam.

10:26, nie-okrzesana
Link Komentarze (9) »
czwartek, 13 grudnia 2018

Ostatnio bywam tu na krótko. Nie zawsze komentuję, bo najzwyczajniej mój mózg zmęczony pracą nie współpracuje ze mną. Ale wiem co u Was, jestem na bieżąco.

Poza LYLOWĄ. Jej ostatnie dwa wpisy pojawiają się na mniej niż na sekundę a potem jest informacja o błędzie. Próbowałam robić zdjęcie komputerowi w tym ułamku sekundy ale nie jestem aż tak szybka. Osłona trwa zbyt krótko.  Czy ktoś jeszcze tak ma ?

19:18, nie-okrzesana
Link Komentarze (10) »
piątek, 30 listopada 2018

1. Wkurza mnie, że przy otwieraniu stron w internecie zalewana jestem reklamami "cudownych" ogłoszeń o pracę. Kiedy odpowiadałam na nie miesiąc ,dwa temu nikt nawet się nie odezwał a wciąż potrzebują, i dobrze płacą i dają super pakiety socjalne . Wczoraj pooglądałam sobie pralki, lodówki, bidety wolę to niż reklamy o poszukiwaniu laboranta. Dziś znów obok muszli klozetowej otwiera mi się ogłoszenie o naborze do fabryki kosmetyków.

2. Wczoraj przez moment zrobiło mi się bardzo smutno. Zgłosiłam się do biura pracy w celu poinformowania ich, że mam pracę, mam umowę i poradziłam sobie bez nich. Nie wiem czy wiecie, ale w Polsce istnieje program 50 +. Jeśli ktoś zatrudni "takiego" bezrobotnego otrzymuje 15 tyś. A sam bezrobotny za to, że się wysilił, otrzymuje połowę nie wykorzystanego zasiłku. Cieszyłam się na te ponad 3000. Mam do zmiany okulary i jest to pilny wydatek. Ale jak zwykle w moim wypadku "doopa blada" Nie należy mi się NIC. Bo wróciłam do poprzedniego pracodawcy. Nowa firma przejęła aptekę jako spółkę. Nazwa zostaje. Prawdopodobnie chodzi o pozwolenie na działalność.

W pracy dużo pracy, a więc dobrze. Nie ma czasu na myślenie i fanaberie. Moja "ulubiona" koleżanka ledwo mnie toleruje. Dziewczyna którą lubię, okazała się WIELKĄ intrygantką. A kolejna którą naprawdę uwielbiam odchodzi z pracy bo się wyprowadza. Mają zatrudnić nowe osoby. Trzymam się jak najdalej od tej sitwy. Ciekawe jak długo mi się to uda.

Wczoraj minęło 32 lata odkąd mam męża. A wierzcie mi, nie jest to ktoś łatwy w obsłudze.

17:41, nie-okrzesana
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 26 listopada 2018

Jak to wyszło z moją pracą.

Każdego dnia sprawdzałam wszystkie strony na jakich mogłoby ukazać się ogłoszenie. Zaczęłam też szukać pracy poza zawodem: laboratorium, księgowość, logistyka, biuro nieruchomości. Jęczałam znajomym, rozsyłałam wieści.... I nic..... Nikt nie zadzwonił nawet w sprawie zaproszenia mnie na rozmowę. Nie wiem czy CV było tandetne, czy listy motywacyjne nieciekawe. Dawałam do sprawdzenia ekspertom, mówili, że były ok. Dlatego podejrzewałam, że chodzi jednak o mój pesel i z dnia na dzień pogrążałam się w coraz większej depresji.

Starałam się nie poddawać, wynajdowałam sobie zajęcia, chodziłam na grzyby, robiłam przetwory, zapraszałam gości, przede wszystkim brałam leki. Ale potem kładłam się i nie miałam siły wstać do toalety. Rankiem marzyłam, żeby już był wieczór. Pamiętam co pisała Cytrynka - w tym zawodzie najłatwiej znaleźć pracę z polecenia. A ja, jak już wspominałam, znajomości sobie nie wyrobiłam, bo priorytetem była moja firma.

Ale koleżanka powiedziała mi, że do mojego miasta wchodzi nowa sieć i że ogłaszają nabór.

Owszem widziałam ogłoszenie, ale szukali kierownika. W desperacji odpowiedziałam na ogłoszenie, że gdyby jednak szukali technika, to ja chętnie. Ileż razy robiłam już taki manewr. Raz nawet kiedy zadzwoniłam to dostałam burę, że nie umiem czytać. Na drugi dzień jednak zadzwoniła Pani koordynator i spytała czy chciałabym podjąć pracę od następnego dnia. Zgodziłam się, zresztą w tamtym momencie zgodziłabym się zacząć od tej chwili a nawet od przedwczoraj.

Kiedy podała mi adres, oniemiałam. To moje dotychczasowe miejsce pracy! Nowa sieć kupiła tę aptekę. Trochę mnie przytkało. Trzy miesiące temu nie zgodziłabym się za żadne skarby, ale teraz? Teraz na wszystko patrzę z innej perspektywy. W tym tygodniu dostanę umowę. Umowę o pracę, a nie śmieciową, jak do tej pory.

W aptece źle się dzieje. Nowy właściciel, nowa polityka, nowe porządki nawet nowe leki. Dziewczyny przywykłe do tego, że kierownik dał im luz nie bardzo chcą się dostosować. Jedna też aplikowała do tej apteki i została wykopana przez Panią kierownik. Wykopana za nielojalność. Chciała zwolnić się cichaczem. Nie lubiłam jej najbardziej. Ta która mnie gnębiła jest w "doopę miła". Mam podejrzenia, że też chce odejść. Albo została ustawiona przez kierowniczkę, choć prosiłam, żeby tego nie robiła.

A wracając do sprawy tej apteki. Kiedy uczyłam się zawodu i dopiero wyobrażałam sobie, sobie w pracy, to zawsze podświadomie myślałam o tym właśnie miejscu.  Tu dostałam staż, tu miałam praktyki i tu zawsze byłam potrzebna. Czyżby tu skończę ?

Na razie padam na twarz, stary towar do oddania, nowy już przybył a przecież ma być remont jeszcze i reorganizacja. Zmiany personalne w toku. Wracam bardzo zmęczona ale też zadowolona i wreszcie przestaję się zadręczać.

Wiem, że to chwilowe. Ja przecież zawsze znajdę sobie powód do zamartwiania, to moja druga natura. Ale wierzę, że Wy w razie czego, przywołacie mnie do porządku.

19:22, nie-okrzesana
Link Komentarze (15) »
czwartek, 22 listopada 2018

Dlaczego zaliczyłam zgon w tamtym tygodniu ? Bo dopadł mnie kryzys wynikający z mojego wieku, z mojej fobii społecznej z powodu polityki w naszym kraju.

Prowadząc działalność gospodarczą, nie radziłam sobie ze stresem. Są ludzie tacy jak ja, którzy się do tego po prostu nie nadają. Już ostatnio przyznałam się, że jestem idiotką.

Miewałam propozycje pracy więc wizja zamknięcia firmy kojarzyła mi się z mniejszymi dochodami i pozbyciem się stresów.

Nie przewidziałam, że dochodów nie będzie w ogóle, a propozycje pracy się skończą bo nie zadowoli mnie już umowa zlecenie. (W sumie by zadowoliła)

Najbardziej upokarzające zajęcie to roznoszenie CV. Kierownicy aptek nawet nie chcą, żebym wyjęła je z torby. Nie byłam w stanie roznieść ich jednego dnia, a jeden dzień by wystarczył. Po trzech aptekach byłam tak zmęczona emocjonalnie, że padałam na twarz. Wdzięczna jeśli kierownik powiedział, że zatrzyma CV ale na razie nie szuka personelu. Poza tym wydawało mi mi się, że dopóki są jeszcze miejsca w których nie byłam pytać o pracę, dopóty jest nadzieja.     W Urzędzie Pracy jedyne co mają do zaoferowania to kurs na wózek widłowy. Ciężki czas za mną.  W sumie przyjęli mnie do Apteki w Matce Polce ale myślałam , że dostanę czkawki kiedy zaproponowali stawkę. Po opłaceniu dojazdów zostałaby mi satysfakcja.

Mąż robi zakupy. Boję się wychodzić z domu. Boję się sprawdzić stan konta w Banku. Nie jestem w stanie skończyć zaczętej dwa miesiące temu książki.

Ale od dziś już pracuję. I to najdziwniejsza historia jaka mi się przydarzyła.  Już wkrótce o tym.

16:26, nie-okrzesana
Link Komentarze (9) »
środa, 21 listopada 2018

Złe emocje w tamtym tygodniu przykuły mnie do łóżka, nie dałam rady. Dobre spowodowały, że dygocę jak ludzka galareta. Nie śpię, nie mogę jeść. Czy to już choroba psychiczna? Obawiam się, że tak. Antydepresanty wycinają część emocji tych złych i tych dobrych a frustracja rośnie. Dlaczego? Dlatego, że mimo wszystko rozum działa jak brzytwa, podsuwa racjonalne myślenie. Ale mieszka we mnie to drugie ja. Beznadziejnie słabe i rozhisteryzowane. Nie docierają żadne rozsądne argumenty nie da się jak zawsze odwołać do logiki. Dobra terapia jest długa i kosztowna, a w mojej okolicy nikogo takiego nie ma. Czy już nie ma dla mnie nadziei? Nadziei na to, że połączę się z rozumem. Nie muszę być twarda i odporna. Wystarczy mi dojrzałość i równowaga. Obejrzałam program o neuromodulacji, przeczytałam, że to wielka nadziei dla psychiatrii. Niestety nie znalazłam nic w sieci na ten temat, poza leczeniem bólu.

12:40, nie-okrzesana
Link Komentarze (11) »
piątek, 09 listopada 2018

Jestem, odwiedzam was ale brakuje czasem sił na komentarze. Nie piszę, bo ileż można jęczeć na ten sam temat. Trudno pisać o czymś innym, jak łeb sparaliżowany psychotropami. Czy  w waszym życiu bywa tak, że jak wydarzy się coś dobrego, to potem musi przyjść zaraz kara?

Tiaaaa,  oto przemyślenie na jakie zdobyła się dziś niepoprawna pesymistka. Ale nawet nie widać światełka w tunelu. Wyjeżdżam na ten weekend do przyjaciół, ale wbrew sobie. Najchętniej nie wstawałabym z łóżka.

19:24, nie-okrzesana
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 22 października 2018

Fajny wpis miałam, ale poszedł się paść.

Co jeszcze miałam?

1. Laptopa w naprawie, wiec podglądałam was jednym okiem tylko

2. Ciocię moja ukochaną która ostatnie 20 lat mieszkała we Włoszech i to mnie absorbowało bardzo.

3. Zaległe wizyty towarzyskie u przyjaciół i rodziny w związku z przyjazdem cioci

4. Dwa pogrzeby , na szczęście nie u bliskich.

5. Depresję. Właściwie mam ja nadal z powodu braku pracy i perspektyw na pracę. Za to mam zasiłek i duuużo czasu.

6. Dwa spotkania z koleżankami mieszkającymi za granicą które odwiedziły moje miasto.

Nie mam planów na ten tydzień. Nie wiem co robić, wciąż czekam na TEN telefon. Jestem chyba już gotowa dojeżdżać do innego miasta.

Nie mam też zamiarów zanudzać was moimi zgorzkniałymi myślami, w związku z tym nie będę się tu wywnętrzniać do czasu, aż coś się nie zmieni.

10:49, nie-okrzesana
Link Komentarze (16) »
środa, 03 października 2018

Kilka miesięcy temu zaliczyłam poważny kryzys. Depresja jak Rów Mariański.

Przez wpis Margi. Napisała o kobiecie u której były tylko dwie zmiany pościeli i dwa koce.

Byłam wtedy w trakcie zmiany mieszkania. Miałam postanowienie: Tylko istotne rzeczy, najbardziej potrzebne, żadnych sentymentalnych bibelotów, ubrań których nie noszę, przedmiotów których nie używam.

Postanowienia postanowieniami, a życie swoje.

Przeprowadzałam się w pośpiechu, nie miałam czasu na uważną segregację. Miałam zrobić ją przy rozpakowywaniu. Potem, żeby uniknąć zbędnego bałaganu wrzuciłam wszystko do szaf ( mam ich dużo, jak wiecie) Przejrzeć miałam je później, ponieważ pracowałam także w weekendy. Kiedy próbowałam się wreszcie za to zabrać, to zrobiło mi się ich szkoda.

Skoro mieszczą się w nowym mieszkaniu, to może lepiej nie pozbywać się pewnych rzeczy pochopnie? Może przyjdą jeszcze gorsze czasy i np. kożuch z lat 90 jeszcze się przyda? A może  pozbywanie się mniej używanych rzeczy jest niemoralne, bo innych na nie nie stać? Nierozważne, bo nie wiadomo co nas jeszcze czeka? Zbyt narwane, bo moda przecież zawsze wraca?  I kiedy już jakoś przetłumaczyłam sobie, że upchane pawlacze jeszcze nikomu nie zaszkodziły, Marga wyjechała z tym wpisem. Opisała stan zupełnie mi obcy jednak w moim odczuciu wzorowy. I tak przez kilka tygodni ścierały się we mnie moje potrzeby, oczekiwania, wątpliwości i nagromadzone życiowe doświadczenie. Z czasem inne sprawy zepchnęły na dalszy plan te dylematy. Jestem gdzieś w połowie tej drogi.

A teraz zdjęcia. Jak pisałam nic nadzwyczajnego, ale skoro jesteście ciekawe to czemu nie? Ja tez jestem ciekawa i bardzo chętnie oglądam cudze wnętrza.

To wszystko nie jest tak zupełnie "moje", bo musiałam uwzględnić potrzeby i zdanie męża. Może kiedyś jeszcze urządzę coś naprawdę według swojego gustu.

Marga bądź wyrozumiała, to zdjęcia z telefonu, a ze mnie  żaden fotograf.

Przypomnę , było tak :

Po remoncie

Tu rządzę:

Góra biała, dół, blaty i podłoga jasno szare. Pomiędzy hartowane, białe szkło, żeby łatwiej utrzymać czystość.

Jadalnia- jestem zadowolona wyszło prawie jak chciałam.

Ten pasek nad stołem jakby przez przypadek. Nie było go w planach, ale ściana nie wytrzymywała, trzeba było zabezpieczyć ja dodatkowo przed obijaniem laminowaną tapetą. Nad stołem wywalczony kinkiet.

Na koniec to  miejsce z którego do was zaglądam. Brakuje tu jeszcze poduszek w kolorze fuksji , może kwiatka , osłonek na doniczki. Jest jeszcze opcja z jakimś kolorowym gobelinem na ścianę, który wpuści trochę życia i wytłumi pokój.


21:30, nie-okrzesana
Link Komentarze (20) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 62