Dodatki na bloga
RSS
niedziela, 01 lipca 2018

Jestem a jakby mnie nie było. Czuję się jednak nieco rozgrzeszona, bo widzę, że nie tylko ja zrobiłam sobie przerwę. Starałam się wpadać i śledzić co u was, jednak. Jedną z przyczyn jest to, ze w ogóle nie tykam komputera. Kiedyś musiałam codziennie wejść, żeby przynajmniej sprawdzić pocztę, bo może jakiś klient się odezwie. Potem był oczywiście blog i inne atrakcje. Teraz kiedy nie muszę tu nic robić to jakoś tak szkoda mi czasu. Wciąż mam deficyt snu, więc skoro mam wybór same rozumiecie...

Ale prawda jest też taka, że nie mam swojego ulubionego miejsca w którym oddawałabym się przyjemności czytania. Pokój wciąż nie umeblowany. Kuchenny stół czy sypialnia nie dają mi tej intymności jakiej potrzebuję do aktywności na blogu. A meble kiedy kupię? Nie wiem , na razie mi się nie chce. Wciąż pracuję i to bardzo dużo,ale już mam wysprzątane. Wreszcie. Daje mi to trochę komfortu psychicznego. No i wyskoczyłam na tydzień na Sardynię. Było cudnie ale szczegółów nie pamiętam, nie miałam jeszcze czasu przejrzeć zdjęć. Pozdrawiam Was dziewczyny i myślę o Was.

16:14, nie-okrzesana
Link Komentarze (7) »
sobota, 19 maja 2018

Ale !

Mam pracę z której nie mogę sobie wziąć wolnego w najbliższych dniach. Zapalenie krtani i lekką gorączkę, zbijaną lekami. Nierozpakowane torby, dużo toreb. I ból głowy. Tak, że ten...

 

Bardzo dziękuję za wsparcie i wasze komentarze w poprzednim wpisie.

10:19, nie-okrzesana
Link Komentarze (13) »
sobota, 12 maja 2018

Na razie przeklinam dzień w którym wymyśliłam przeprowadzkę. Przeklinam też dostawcę internetu.

16:17, nie-okrzesana
Link Komentarze (7) »
sobota, 28 kwietnia 2018

Wiosna przyszła , energia odeszła. I nie wróci tak szybko, bo przeraża ją huk roboty jaka przede mną. Próbowałam małymi kroczkami systematycznie, albo na odwrót, spiąć pośladki i przepchnąć jakiś etap. Nic z tego. 

Jak mi się nie chce..... Tak bardzo nie chce....  Ktoś to zaśpiewał przede mną. I jeszcze ma tantiemy.

W pracy jestem sprężona na maksa. I wychodzi mi to bokiem. Wczoraj koleżanka przyniosła zwolnienie. (a niech ją, nie zakładam jednak, że majówkę zaczęła) A tu koniec miesiąca. Ludzie przypominają sobie nagle, że na majówkę warto by kupić dodatkowy raphacholin, stoperan, 2KC, aspirynę itd. Lekarze wypuszczają chorych z oddziału więc ci przychodzą z plikami recept. No bo gdzie dostaną clexane i pradaksę jak nie tu? No i jeszcze niektórzy znaleźli jakieś stare recepty a mogą się przeterminować w maju. I dyżur na dermatologii a więc  maści robionych na poczekaniu więcej niż 30.

Przyszłam do domu spojrzałam na kurz. Skoro on leży to ja też poszłam pod koc. Po dwu godzinach wywaliła mi taka opryszczka, że chyba z dziesięć lat nie miałam tak wielkiej.

Dziś starłam kurz ale sama leżę dalej.

17:29, nie-okrzesana
Link Komentarze (14) »
niedziela, 15 kwietnia 2018

Przyszła ! Wiosna, wiosenka , wiosneczka.                                                                        

Moja ulubiona pora roku. Jeszcze nie w pełnym rozkwicie, intro wiosny właściwie. Rano słyszę synogarlice wijące gniazda u sąsiadów, wieczorem kosa. Nie wyobrażam sobie w tym czasie wyjazdu za granicę, za tydzień, dwa owszem ale nie teraz. Wczoraj skowronki na wsi tak dawały, że płakać mi się chciało ze wzruszenia. Wszystko wydaje się cudowne i proste. Każdy dzień niesie nadzieję. Nie jestem naiwna, wiem, że to tylko wyrzut endorfin z powodu słońca. Nie zmieni to sytuacji w polityce światowej, krajowej czy społecznej.  

Ale co tam, cieszmy się słońcem i budzącą przyrodą.

Tylko za chiny ubrać się nie umiem o tej porze. Zawsze jest albo lekko za zimno, albo za gorąco.

20:24, nie-okrzesana
Link Komentarze (10) »
środa, 04 kwietnia 2018

Jestem, a jakby mnie nie było. Ten stan zawieszenia mnie dobija. Jestem rozdrażniona i nic mi się nie chce. Choć podejrzewam, że ma to jednak związek z wiekiem i przesileniem wiosennym.

Termin przeprowadzki wciąż nie ustalony, ale od kilku miesięcy jest aktualne powiedzenie, że już lada dzień. Nie jest to niczyja wina. Bo grypa, bo praca, bo jeżdżenie po klinikach z mężem, bo wizyty w klinice stomatologicznej.  Tak więc chałupa mi zarasta, bo przecież nie będę sprzątać dzień przed przeprowadzką. W nowym mieszkaniu nie mogę, bo jeszcze kilka dziurek tylko, trzeba nawiercić, więc dopiero potem. I tak tkwię w tej stagnacji nie mogąc upuścić frustracji poprzez układnie w szafach np.

Mąż ma wynik na tyle dobry, że można planować żyć dalej, ale nie jest to, niestety, zupełnie prawidłowy wynik. Zresztą problemy wynikające z wieku zaczynają pojawiać się też na innych frontach.

Jedyną odskocznią jest dla mnie praca. Kocham ją, zatracam się w niej na 100%, ale wracam wyczerpana w związku z tym na 200%. Za jakiś czas chciałabym aplikować na umowę o pracę na pełny etat ale jeszcze nie podjęłam decyzji czy to będzie to miejsce. Wszędzie są problemy ale złodziej w załodze to najgorsze co może być.

W chwilach kiedy mam trochę energii nadrabiam zaległości czytelnicze. Żeby w pełni przygotować się do czwartej części Zafona która czeka na mnie od wielu miesięcy, wróciłam do pierwszej i rozkoszuję się starą Barceloną i jej mrocznymi tajemnicami.

13:09, nie-okrzesana
Link Komentarze (12) »
wtorek, 27 marca 2018

Nie lubię zmiany czasu.

Pisałam już kiedyś, że rano jestem przekonana, że sową jestem, wieczorem, że skowronkiem jednak.

Dziś nie powiodło mi się leczenie kanałowe zęba, bo skubany nie dał się znieczulić. Pani doktor dostrzykiwała 2 x znieczulenie, trzeci raz prosto w kanał a ja podskakiwałam na fotelu jak sprężynka. Zapakowała mi coś do środka i stwierdziła, że spróbujemy za tydzień. Nie wiem teraz czy mi zimno, czy słabo, czy to mdłości. Mimo, że przespałam już 4 godziny.

Jeszcze tylko szybko wizyta u wujka google. Odebrałam wynik rezonansu męża ale nie umiem go zinterpretować. Pan profesor nie miał dla nas czasu. A sekretarka pana profesora - to zołza i tyle. Może za tydzień się uda.

19:59, nie-okrzesana
Link Komentarze (8) »
niedziela, 11 marca 2018

Na co dzień człowiek nie docenia tego, jak fajnie obudzić się bez bólu. Kiedy nie boli głowa, plecy nawet lekka kołdra jest miła i nie drażni. Pierwszy dzień bez gorączki. Mąż wraca do zdrowia dłużej.

Ale nie o tym. Do tego wpisu natchnęła mnie nasza koleżanka i ogólnonarodowa dyskusja.

Szkoda, że dziś zamknięte są sklepy. Akurat dziś. Cały tydzień dogorywałam, nie było apetytu ani sił na jedzenie. Jednak tydzień to tydzień, w lodówce światełko. Wczoraj wyszłam do osiedlowego sklepiku po chleb i kilka produktów. Dziś już jednak marzą mi się wykwintniejsze posiłki.

Tylko kilka razy w życiu robiłam zakupy w niedzielę, ale akurat dziś by się przydało. Najbardziej przydałyby się świerze owoce. Z resztą jakoś sobie poradzimy.

I przy tej okazji pomyślałam sobie, że może to spowoduje zacieśnienie więzi sąsiedzkich. Odkąd sklepy były otwarte nie zdarzyło mi się zobaczyć sąsiadki w progu która chciałaby pożyczyć szklankę cukru lub jajko. Ten zwyczaj może wrócić, choć nie wiem czy to akurat dobrze.

08:28, nie-okrzesana
Link Komentarze (15) »
sobota, 10 marca 2018

Pierwszy raz odkąd jesteśmy razem, mąż tak ciężko choruje (nie licząc raka) i pierwszy raz chorujemy razem. Dziś zdobyłam się na heroiczny wyczyn, wyszłam po pieczywo. Ale nie jestem już w stanie rozpakować torby z zakupami. Na szczęście lodówka pełna. Nie mam nawet siły pić.

Czekam aż zaczną zadziałać leki przeciwgorączkowe, żeby trochę ogarnąć blaty w kuchni.

09:40, nie-okrzesana
Link Komentarze (8) »
wtorek, 06 marca 2018

Dzień w którym wydarzyło się, tak wiele niezrozumiałych dla mnie rzeczy. Oczywiście mam swoje podejrzenia, ale mogę być w błędzie.

Poniedziałek był zaplanowany. Wolne w pracy. Miałam jechać z mężem na rezonans a potem pobuszować po wyprzedażach. Tyle jeszcze rzeczy potrzebuję do nowego mieszkania. W niedzielę już odpuściłam te zakupy. Widziałam, że męża coś bierze. A na badanie trzeba było jechać, bo następny, wolny termin za 4 miesiące. Doprawił się tak, że dziś już nie choruje. Dziś walczy o życie. Grypa w najgorszym wydaniu. Prawie prosi, żeby go dobić.

O 5: 30 obudził mnie telefon. Telefony o tej porze powodują zawsze wyrzut adrenaliny. Dzwoniła koleżanka zapłakana nie mogąca wykrztusić słowa. Wiedziałam tylko, że coś stało się z mężem. Ktoś trzeci odebrał jej słuchawkę i powiedział, że do ludzi dzwoni się później. Oddzwoniłam telefon był już wyłączony. Co byście sobie pomyślały ? Mieszka kilkadziesiąt km ode mnie, wiedziałam, że nie jest sama. Spać już nie poszłam. Zastanawiałam się czy czeka nas pogrzeb.

Postanowiłam męża samego wyprawić do Łodzi i pojechać do nich. Przed ósmą oddzwoniła. Że on żyje, ale ma kochankę i właśnie się wyprowadził. Prosiłam, błagałam, żeby się uspokoiła. Znam chłopa to nie ten typ. Powiedziałam, że jadę a ona, że nie bo wyjeżdża do siostry.

Za dwie godziny kolejna koleżanka  poinformowała mnie, że też dostała dziwne wiadomości. Pojechała sprawdziła i już wie. Chłop miał stłuczkę, chciał to ukryć przed żoną a ta wyciągnęła błędne wnioski.

Myślicie, że to już koniec? :))))))

W klinice miałam wyłączony telefon. Po dwu godzinach okazała się, że mam prawie dwadzieścia nieodebranych połączeń . Oddzwaniam i dowiaduję się, że facet wrócił do domu, jest splatany i nikogo nie poznaje. Kazałam dzwonić na pogotowie. Pogotowie zabrało go z podejrzeniem udaru.  Dojechałam do domu, wypakowałam męża, zaaplikowałam leki i pojechałam do szpitala.

W sam raz po odbiór pacjenta. Po badaniu CT stwierdzeniu mikro-udaru, właśnie wypisał się na własne żądanie. Odwiozłam do chałupy nie pytając nawet o co w tym wszystkim chodzi. Jeden dzień, jeden człowiek a tyle zagadek.

Wyniki mojego męża za ok 10 dni.

17:23, nie-okrzesana
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 60